Od Mieszka do...

Z Lechistanu do Strasburga

Coraz efektywniej wchodzimy do Europy. Wprawdzie przy frekwencji mizerniejszej niż umiarkowana, niemniej jednak Polacy wprowadzili do Parlamentu Europejskiego 54 swoich deputowanych. Warmia i Mazury otrzymały, niestety, tylko dwa mandaty. Szkoda, bo mogło być lepiej. Nasza obecność w strukturach zachodnioeuropejskich powoli przywracać będzie Polsce jej miejsce w Europie. W Europie, w której w gruncie rzeczy jesteśmy od Piasta Kołodzieja, a nawet jeszcze wcześniej, o czym nie zawsze chcemy pamiętać.

Warto zatem zadbać, mówiąc językiem marketingowym, o pozycjonowanie naszej polskiej marki, znanej i jak się okazuje poważanej przez obserwatorów z innych krajów już od prawieków. Bo proszę tylko przypomnieć sobie, co mówią na ten temat kroniki. Co o nas wiedzą i jak postrzegają kraj na Wisłą obcokrajowcy? Tak się składa, że przetrwało sporo zapisków i relacji na ten temat.

Niejaki Ibrahim ibn Jakub, Żyd hiszpański wychowany w kulturze arabskiej, w czasie swojej handlowej podróży po IX-wiecznym kraju Meska, czyli Mieszka (na zdj.), takie m.in. poczynił spostrzeżenia :" A co się tyczy kraju Meska, to jest on najrozleglejszy z ich (słowiańskich) krajów. Obfituje on w żywność, mięso, miód i rolę orną". Wcale nie najgorzej, ale dalej wyławiamy z jego tekstu jakże aktualną nawet dziś prawdę. " Na ogół biorąc, to Słowianie są skorzy do zaczepki i gwałtowności i gdyby nie ich niezgoda wywołana mnogością rozwidleń ich gałęzi i podziałów na szczepy, żaden lud nie zdołałby im sprostać w sile." Z kolei żyjący w XII wielu Al - Idrisi, arabski geograf mieszkający na Sycylii, który w Polsce nigdy nie był, oceniał nasz kraj z najwyższą życzliwością pisząc m.in., że "Ziemia Bulunija (Polska) jest krajem uczonych i studiujących wiedzę".

 

Bez porównanie bardziej wiarygodny jest zapis Eneasza Piccolominiego, przyszłego papieża Piusa, który wprawdzie też w Polsce nie był, ale z racji swych obowiązków interesował się naszym krajem, a wiedzę o nas czerpał z obfitej korespondencji prowadzonej m.in. z biskupem Zbigniewem Oleśnickim. Stąd też i bardzo pochlebny sąd o tym wybitnym polskim polityku. O Polsce miał zaś Piccolomini takie oto widzenie: "Prócz Krakowa mało jest miast znacznych w Polsce. Domy lepią z gniecionej gliny. Kraj cały zacieniony lasami. Napojem piwo, z jęczmienia lub wyki warzone. Nie znają co winnice i wina używają rzadko. Pola w żniwa obfite, chowają liczne trzody, kochają się w polowaniu, polują na łosie i żubry."

Tak to doszliśmy do naszych narodowych preferencji względem napojów wyskokowych - wiadomo, piwo i to bez mrugania okiem, niestety wyparte w późniejszych latach przez gorzałkę, zwaną też siwuchą oraz bardzo popularne w onych czasach hobby - łowiectwo. A zwierzyna w dawnej Polsce robiła na obcokrajowcach kolosalne wrażenie. Z tego też powodu polowanie na żubra zajęło znaczną część opisu Fulwiusza Ruggierego, posła z Watykanu, który odwiedził nasz kraj w roku 1565. " Żubr mieszka - pisał zacny ów mąż - w Prusiech Książęcych, w Mazowszu i na Podolu, jest tak wielki, że dwóch i trzech ludzi między jego rogami usiąść może. Ma bieg szybki, nogi czarne, tak silne, że ich uderzeniem wywraca drzewa miernej grubości (...) mięso jego, solone, mają panowie za bardzo smaczne". Szeroko rozpisywał się też imć Ruggieri nad bobrami " zwierzę czworonożne, żyjące częścią w wodzie, częścią na lądzie, ma głowę okrągłą na kształt kociej, tylne nogi podobne do gęsich; ogon szeroki, łuskowaty jak u ryby, który mają za wyborny pokarm, reszta mięsa niezdatna do jedzenia". Zdradza nam również włoski korespondent tajemnicę cudownego lekarstwa: "Racica łosia ma tę własność szczególną, że jest lekarstwem na wielką chorobę, zwłaszcza zdjęta żyjącemu zwierzęciu w czasach rykowiska, przypadającego w miesiącu sierpniu, dlatego robią z jego racic pierścienie, które noszą na palcach. Własność tę racicy poznano stąd, że łoś cierpiący wielką chorobę, leczy się na nią skrobiąc ucho nogą". I w tym miejscu dochodzimy do odwiecznego jak widać prapolskiego zwyczaju robienia cudzoziemca w przysłowiowe "jajo". Niewątpliwie miało to miejsce w gospodzie, przy piwie. Bo Polacy "Piją dużo piwa, ale nie robią go jak Niemcy lub Prusacy z jęczmienia i chmielu, lecz z pszenicy zmieszanej z żytem, orkiszem i owsem, do których mało bardzo chmielu dodają, i dlatego piwo polskie nie jest tak gorzkie jak niemieckie i daleko smaczniejsze, a im z gorszej robi się wody, tym lepsze".

Inny Włoch, też Ruggieri, o imieniu Juliusz ,zwrócił uwagę na następujące cechy Polaków: nie są mściwi, lubią próżnowanie i pohulanki, są bardzo odważni i niepospolicie zdolni. Coś w tym musi być, bo pobrzmiewają w tej opinii echa wspomnień Ibrahima Ibn Jakuba.

Różni cudzoziemcy najróżniejsze wyrażali opinie i najróżniejszych doznawali odczuć przy kontaktowaniu się z przedstawicielami polskiej nacji. Hieronim Lippomano, Wenecjanin, tak oto pisze o Polakach: " są po większej części wzrostu więcej niż miernego. Będąc silnej budowy ciała łatwo się hartują do trudu i znoszenia wszelkich niewygód, tak iż wielu z nich sypia na deskach lub gołe ziemi, odesławszy pod siebie własne odzienie, a siodło pod głowę. Szlachta lubi pysznie i bogato stroić (...) Najwięcej zaś starają się o to, aby mieć piękną broń i dzielne konie". Wysłannik Serenissimy zwraca również uwagę na nieumiarkowanie w piciu i jedzeniu ówczesnych Sarmatów. Nie bez pewnego podziwu konstatuje jednak, że pomimo tej niewstrzemięźliwości, która na ogół skraca życie, tak są silnie zbudowani, że żyją długie lata.

A jakąż to strawą nasi praszczurowie zwykli się w dawnych latach kontentować? Owóż pan Guillaume de Beauplan, Francuz, rzecz jasna, nadto kartograf, autor jednej z pierwszych szczegółowych map Rzeczypospolitej wspomina w swojej obszernej relacji nie bez pewnego obrzydzenia o zawiesistej bryji, jaką Polacy polewali swoje mięsiwa. Niewątpliwie daleko było polskich sosom do wyrafinowanych smaczków kuchni francuskiej, ale czemu od razu "bryja"? Dalej pisze on nie bez pewnej złośliwości tak : "Na półmiskach znajdują się także pasztety mięsne, jak również mięsiwa wołowe, cielęce, baranie oraz drób - już bez sosu i tak znakomicie przyprawione solą i korzeniami, że zbędna jest solniczka, której tez brak na stole. W miarę opróżniania się półmisków podaje się dalsze, np. z kapustą i kawałkami solone słoniny, z kaszą jaglaną lub kluskami. Potraw te - podobnie jak zawiesisty sos uzyskany z korzenia zwanego chrzanem, utartego i zaprawionego octem - uchodzą za najlepsze smakołyki".

Na koniec de Beauplan wspomina o bezprzykładnym upodobaniu Polaków do grochu ze słoniną. Oczywiście nasz Francuz kręci nosem na te wszystkie specyjały zarzekając się, że wolałby jedną miskę prostego ragout ponad liczne polskie przysmaki. Z uznaniem wypowiada się o rybach przyrządzanych przez naszych kucharzy. Aliści długi opis polskiej uczty kwituje następującym bezlitosnym opisem: "Po czterech lub pięciu godzinach tej szlachetnej, a znojnej pracy niektórzy z biesiadników zasypiają na miejscu, inni znikają, by pozbyć się nadmiaru płynów, lecz wracają co rychlej zdatniejsi do dalszej rozrywki, inni wreszcie zabawiają towarzystwo opowiadaniami o sukcesach odniesionych w podobnych okolicznościach".

Wiele tej i podobnej treści wieści krążyło o Polonusach po dawnej Europie, a nawet jeszcze dalej. Czegóż to nie pisano o naszych drogach i mostach. Celował w tym pewien Niemiec, niejaki Paul Harro Harring, skądinąd życzliwie ustosunkowany do samych Polaków, który zawitał do nas w czasie zaborów w roku 1828. Szczególnie podpadła mu droga z Wrocławia do Kalisza, którą ocenił jako najgorszą, jaką kiedykolwiek przejeżdżał.

Zawsze jednak mieliśmy w Polsce coś, co budziło bezprzykładny podziw chyba wszystkich cudzoziemców. Swój najbardziej markowy produkt - Polki. Tenże sam pan Harring tak oto komentuje urodę naszych rodaczek: "Polki są piękne, nie można temu przeczyć. Ale, przebóg! One są bardzo piękne! Jestem pewien, że Ewa była Polką".

Można mieć prawie pewność, że polski desant w Strasburgu, zwłaszcza z paroma białogłowami w swoim składzie, wiele dobrego może jeszcze przyczynić Najjaśniejszej Rzeczypospolitej i będą mieli co jeszcze kolejni dziejopisarze opisywać. (b)