Poczet wojewodów

           
Jakub Prawin
(maj- listopad 1945 )
         

Jakub Prawin ( maj - listopad 1945 )

Po II wojnie światowej administrowanie na Ziemiach Odzyskanych Zachodnich i Północnych rząd powierzył pełnomocnikom okręgowym. W Olsztynie pełnomocnikiem na okręg Warmińsko-Mazurski został płk. Jakub Prawin, następnie przez parę miesięcy pierwszy wojewoda olsztyński. Jak wspomina Jan Stankowski, współpracownik Prawina, "21 marca 1945 roku o godzinie 12.00, w sali konferencyjnej rozszabrowanego ratusza, w obecności naszej grupki i gromadki polskich kolejarzy, w asyście wojennego komendanta radzieckiego garnizonu, Prawin objął, jako Pełnomocnik Rządu Rzeczypospolitej, Warmię i Mazury w wieczyste władanie". Ten nieco patetyczny ton relacji i brak odniesienia do tego, kto konkretnie rozszabrował ratusz, a wcześniej jeszcze, "dlaczego miasto było spalone, rozbite" wynika z faktu, że cytowane fragmenty pochodzą z książki "Jakub Prawin. Wspomnienia", wydanej w roku 1959 z inicjatywy grupy przyjaciół i współpracowników pierwszego wojewody, niedługo po jego tragicznej śmierci.

Urodzony w Tarnowie, w roku 1901, syn zawiadowcy stacji kolejowej, przeszedł interesującą drogę życia. Uczeń tarnowskiego gimnazjum, gdzie pod wpływem nauczyciela historii stał się socjalistą. Studiował w Wiedniu. Studia ukończył z tytułem doktora ekonomii, ale nie poprzestał na tym. Był również absolwentem tamtejszej Wyższej Szkoły Handlu Zagranicznego. Nie dość tego, studiował równolegle biologię i antropologię. Interesował się muzyką. Marzył, żeby być dyrygentem. Swobodnie czytał najtrudniejsze partytury, choćby Beethovena. Grał na skrzypcach i fortepianie. Biografowie podkreślają również jego pasje sportowe.

Po powrocie do Polski w roku 1928 pracował w firmach ubezpieczeniowych i od początku dał się poznać jako obrońca praw związkowych, a od 1931 roku członek Komunistycznej Partii Polski. Jak większość aktywnych działaczy komunistycznych przeszedł przez Berezę Kartuską. We wrześniu 1939 roku, uciekając przez Niemcami, dotarł do Lwowa. Przyjęty do Wszechzwiązkowej Partii Komunistycznej trafił do Armii Czerwonej. Udział w Bitwie pod Stalingradem dał mu awans na majora. Następnie odkomenderowany do I Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki - służył w kwatermistrzostwie, w Wydziale Oświatowym, jako z-ca dowódcy dywizji ds. polityczno-wychowawczych. Ranny w bitwie pod Lenino. Po wypadku samochodowym w 1944 roku oddelegowano go do służby państwowej. Zanim dotarł do Olsztyna był dyrektorem departamentu w Ministerstwie Skarbu, a następnie w resorcie komunikacji, gdzie zajmował się kolejnictwem.

23 maja 1945 roku został Jakub Prawin pierwszym wojewodą olsztyńskim. Funkcję tę sprawował zaledwie do listopada.
W cytowanej powyżej książce znalazła się również krótka relacja Wandy Pieniężnej. Wspominając o działaniach świeżo przybyłego do Olsztyna pełnomocnika napisała: "Ukrócenie krzywdzących ludność miejscową zajść nastręczyło nowej i prawowitej władzy terenowej duże trudności" . Chodziło oczywiście o autochtonów nękanych przez szabrowników i nie najlepiej traktowanych przez osadników. Warto może dodać, że wśród "napływowych" najliczniejszą grupę tworzyli przesiedleńcy z Kurpiowszczyzny i Mazowsza, bo aż 24,8 proc. Drugą pod względem wielkości społeczność stanowili repatrianci z Wileńszczyzny, części Polesia i północnego Wołynia - 22,6 proc. Mazurzy i Warmiacy to 18,5 proc, zaś Ukraińcy z Akcji "Wisła" - 10 proc . Pieniężna wspomina, że dr Prawin, jak go nazywała, ludzi przyjmował życzliwie i doskonale rozumiał ich problemy.

We wszystkich wspomnieniach, zaczynając już od najwcześniejszych lat, Jakub Prawin właśnie tak był postrzegany - jako humanista, człowiek życzliwy i uczynny. Pieniężna przytacza również przykład, jak to z okazji uroczystości grunwaldzkich wojsko ustawiło rusztowanie z drzewa brzozowego pod ołtarz do mszy polowej, ale jakiś "gorliwiec" kazał go rozebrać. Na wieść o tym pierwszy powojenny wojewoda olsztyński nakazał powtórne ustawienie rusztowania przez tych samych, którzy je zburzyli. Wyjeżdżającego z Olsztyna na placówkę w Berlinie Prawina uroczyście pożegnano na zamku, w sali kopernikowskiej, gdzie zarząd miasta wręczył mu dyplom honorowego obywatela miasta Olsztyna. Pieniężna wspomina również, że "społeczeństwo, w uznaniu dobrze spełnionego obowiązku, stworzyło fundusz stypendialny im płk. Prawina". Co dalej stało się z tym funduszem, bliżej nie wiadomo. Przez jakiś czas jego imię nosił jeszcze park koło olsztyńskiego zamku. Teraz jest to już Park Zamkowy. Z pewnością jest to lepsza nazwa, co nie znaczy, że nazwisko Prawina powinno zniknąć z historii miasta i regionu, dlatego pewnym zaskoczeniem może być brak jego biogramu w najnowszej książce znanego historyka dr Jana Chłosty - "Słowniku Warmii".

Już jako generał zorganizował Prawin Polską Misję Wojskową w Berlinie. I tam również zainicjował działania, które miały pewien związek z Warmią i Mazurami. Zaangażowawszy się w rewindykację polskich archiwów, ściągnął z Warszawy dyrektora Archiwum Głównego Akt Dawnych, który walnie przyczynił się do wyegzekwowania podpisanego w tej kwestii porozumienia. Dzięki temu, jak pisze Włodzimierz Kalicki "m iędzy 28 kwietnia a 31 maja 1947 roku dyr. Stebelski wysłał do Polski 19 wagonów akt pochodzących z archiwów w Warszawie, Poznaniu, Gdańsku, Toruniu, Szczecinie, Bydgoszczy i Pelplinie. Szczególnie cenne były akta z ziem odzyskanych: zespoły dokumentów z archiwum miasta Gdańska, akta rejencji olsztyńskiej, akta landratur z terenu Mazur, 36 zespołów dokumentów dotyczących Warmii, archiwum miasta Elbląga, akta miasta, zamku i parafii w Malborku".

Po powrocie do Polski, od lipca 1950 aż do śmierci był Jakub Prawin wiceprezesem Narodowego Banku Polskiego, zgodnie ze swym ekonomicznym wykształceniem. Zmarł tragicznie, na oczach swych bliskich utonął kąpiąc się w Wiśle, 7 lipca 1957 roku.

PS. W cytowanych wspomnieniach znalazło się również parę rozdziałów z pamiętników samego Prawina. Są wspomnienia z okresu bitwy pod Stalingradem. Pisząc je w takich, a nie innych czasach autor nie uniknął słów szczerego entuzjazmu pod adresem towarzysza Stalina. Jest również pewna ciekawostka. Prawin wspomina o tym, jak wśród wziętych do niewoli jeńców odkryto Polaka, z okolic Warszawy, który po epizodzie z robotami u Niemców znalazł się, w bliżej nie określonych okolicznościach, w polskich oddziałach walczących za "wielkie Niemcy" na wschodnim froncie. "Zatruty podmuch niedobitków sanacyjnych dotarł z zamorskiej emigracji do kraju" pisze autor mając na myśli podobno polskich dowódców tych trzech marszowych kompanii. Jest to o tyle ciekawe, że właśnie Polska miała być w czasie II wojny światowej najprawdopodobniej jedynym krajem, który nie wsparł zbrojnie wojsk faszystowskich.
A warto może przypomnieć, że narodowe dywizje, nawet w ramach formacji SS, wystawili Francuzi, Holendrzy, Norwegowie, Łotysze, Ukraińcy, Belgowie, a nawet sami Rosjanie. Dobrze byłoby, aby w duchu prawdy historycznej, dało się również wyjaśnić kwestię opisywanych przez Prawina "trzech marszowych kompanii", złożonych z Polaków
i walczących na froncie wschodnim. ( bu )

Fragmenty życiorysu na podstawie biogramu z Polskiego Słownika Biograficznego